11 maja 2009

Wędrówka kulinarna


Po przeczytaniu wstępu do "Wędrówki po stołach Europy" Barbary i Piotra Adamczewskich (Nowy Świat) miałam ochotę odłożyć tę książkę i już nigdy do niej nie zaglądać. Napisany w tonie europaniki, bicia na alarm, że Unia Europejska zła, bo przez jej przepisy tracimy smaki Europy, nie zachęcił mnie do lektury. Byłam wręcz rozczarowana, że taki tekst serwuje mi małżeństwo znanych dziennikarzy. Ona - autorka wielu książek kulinarnych, dziennikarka "Poradnika domowego" i "Zwierciadła", on - krytyk kulinarny "Polityki" , autor m.in. "Smakosza wędrownego".
Pierwsze wrażenie fatalne, ale później już tylko lepiej. Osobiste felietony na temat tradycji kulinarnych danego kraju, ulubionych przez autorów potraw i sposobów na ich zaadaptowanie do polskich realiów czyta się wyśmienicie, Rozbawił mnie do łez opis prawdziwego angielskiego śniadania z jajkami na bekonie, smażoną fasolką, owsianką i innymi pysznościami. Autorzy mieli okazję jeść je w pensjonacie pełnym łakomych staruszek.
Przepisy ciekawe, ale mankamentem tej książki są niestety zdjęcia. Nieciekawe, byle jakie i jest ich za mało.
Książkę wydało wydawnictwo Nowy Świat

Dieta przeciwna naturze


- Dieta? Dieta e contro natura - za to jedno zdanie przewodnik "Toskania, Umbria i okolice. Przewodnik subiektywny" Anny Marii Goławskiej i Grzegorza Lindenberga (Nowy Świat) pozostanie w mojej bibliotece.
Jeśli wybierać się do Toskanii to tylko z tą książką w plecaku. Nie jest to jednak przewodnik turystyczny sensu stricte, ale niespiesznie napisana opowieść o fascynacji tym regionem Włoch. Autorzy jeżdżą tam dość często i za każdym razem odkrywają nowe kolory, smaki, miejsca, ludzi i koty. Z tą książką nie da biegać się od muzeum do muzeum, od jednej atrakcji historycznej do następnej. Toskania odsłania w niej swoje oblicze powoli: a to rzuconym od niechcenia cytowanym już zdaniem młodego Toskańczyka, że dieta przeciwna jest naturze, a to przypomnieniem o samotności turysty w czasie siesty.
Swoje wędrówki autorzy początkowo dokumentowali na fotografiach, które zamieścili w sieci. Nie spodziewali się, że dostaną setki maili z pytaniami od ludzi, którzy wybierali się do Włoch. Odpowiadali obszernie, nie szczędząc szczegółów, osobistych obserwacji i praktycznych porad. Z tych listów narodziło się pierwsze wydanie książki. Poprawione i uzupełnione jest wspaniałą lekturą nie tylko dla turystów planujących wyjazd, ale też dla tych, którzy chcą poczuć Toskanię, posmakować tamtejszych specjałów i nieśpiesznego, zgodnego z naturą życia jej mieszkańców.

Książkę wydało Wydawnictwo Nowy Świat.

Pyszna Nigella


Nigella Lawson ma to do siebie, że wygląda apetycznie i w dodatku lubi jeść. Sama przyjemność patrzeć na nią jak gotuje, a w dodatku zawsze rozgrzesza tych, którzy lubią zjeść smacznie i niekoniecznie super zdrowo.
Dostałam pod choinkę (tak, tak w grudniu) "Nigellę ekspresowo" (Filo). Znów mąż kochany spełnił moje marzenie. Dziękuję.
Najpierw czytałam sobie przepisy, oglądałam zdjęcia. Na wyklejce okładki wśród specjałów i wiktuałów z całego świata dojrzałam Żurawinówkę Lubelską, ćwikłę z chrzanem z ulicy Stoczniowców 7 oraz miód pszczeli gryczany i kawałek słoika z ogórkami konserwowymi Krakusa. Znaczy Nigella wie co dobre.
Przepisy fajne, bo nie są pracochłonne ani też trudne. Bawią mnie zachwyty Nigelli nad zwykłą mizerią, jednocześnie kilka dań jest genialnych. Absolutnym faworytem są naleśniki z pesto dodanym do ciasta. Oryginalnie i pysznie. Popcornu na ostro raczej nie polecam. Wspaniały sposób na przejrzałe banany zagości na stałe w śniadaniowym menu.
Poza tym kilka fajnych dań z wykorzystaniem avocado, smakowite i sycące sałatki. Nigella zamieszkała w mojej kuchni i gotuje ku radości naszej rodziny.
Książkę wydało Wydawnictwo FILO

Miało być kulinarnie...


... ale coś nie wychodzi. Co ugotuję - zaraz zjedzone, nawet zdjęcia nie zdążę zrobić. Aż trzy książki kucharskie czekają w kolejce.

Muffinki (praca zbiorowa, Świat Książki)
Dostałam w komplecie z formą do pieczenia na urodziny od męża kochanego. Koleżanka z pracy zareagowała: ale wygodny. A to nie tak - bardzo chciałam taki prezent.
Muffinki kojarzą mi się z pewną delikatną dziewczyną, u której kosztowałam ich po raz pierwszy. Właściwie nie wiedziałam jeszcze wtedy o co chodzi z tym muffinkowaniem. Nie wiedziałam nawet, że są całe strony miłośników tych małych babeczek (http://www.muffinki.com/), że ścierają się w internecie frakcje zwolenników papilotek (papierowych foremek), form silikonowych i klasycznych blaszek. Że muffinki mogą być słodkie- czekoladowe, owocowe i pikantne - serowe i z mięsem.
Dla mnie muffinki były opowieścią o pewnej miłej rodzinie, gdzie mimo przeciwności losu i nieszczęść, pachniało nimi gdzieś w tle. To jak symbol domowego ogniska.
Muffinkuję i czasami boję się, że zamienimy się w rodzinę muffinów. Z czapeczkami, w papierowych spódniczkach, przysypani cukrem pudrem będziemy tuptać dostojnie przez miasto.
Muffinki to jest to - przepis może być punktem wyjścia do improwizacji. Nie miałam ćwierć kilograma parmezanu, więc dałam zwykłą, startą goudę. Wyszły pyszne muffinki z tymiankiem i serem.
Przedwczoraj robiłam muffinki czekoladowe i nie wiem jak, ale pełna forma wylądwała mi oczywiście odwrotnie na podłodze. Zaklęłam szpetnie, a potem śmiać mi się chciało, bo dzięki temu zafundowałam moim stopom i podłodze czekoladową maseczkę.
Resztę ciasta uratowałam i upiekłam 11 zamiast tuzina muffinek. I tak były pyszne.

Drukuj przepis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...