9 października 2009

Bo herbata rośnie w Chinach



Czeska Chinka Tang Yuling-Ruskova pokazuje we wrocławskim Muzeum Narodowym wspaniałą kolekcję czajniczków do parzenia herbaty. Ma ich ponad tysiąc, wszystkie ze słynącej z produkcji świetnej ceramiki chińskiej miejscowości Yixing położonej w prowincji Jiangsu. Każdy z nich to prawdziwe arcydzieło! Są tam imbryczki w imbrykach, pękate dynie, kwiaty lotosu, koszyki, naczynia w kształcie mnicha, ptaka, łódki, pnia wiśni... Piękne, wiele w szlachetnym kolorze purpurowej kamionki, gładkie, zdobione.
- Herbata rośnie w Chinach - powtarzał zawsze mój tato - ale nie pisze jej się przez ”ch” - dodawał ucząc mnie ortografii.
Odkryto ją w Chinach aż ponad 2000 lat przed naszą erą. Ponoć zawdzięczamy to cesarzowi Shennongowi (i chwała mu za to). Pewnego dnia gotował wodę w ogrodzie, a wiatr strącił mu do niej listki herbaty. Cesarz wypił napar i zachwycił się jego smakiem.
Wystawa pokazuje też kulturę picia herbaty. Receptury jej parzenia zmieniały się przez stulecia. Sposób, jaki nam wydaje się oczywisty i jedyny wcale nie obowiązywał w Chinach. Na samym początku używano tylko suszonych liści. Dodawano je do zupy! Gotowano z warzywami, owocami, solą i imbirem. Potem przyszła moda na cegiełki z liści. Przygotowywano mieloną masę herbacianą, nakładano ją do foremek o różnych kształtach i suszono w piecu. By napić się naparu trzeba było cegiełki zmielić na proszek, do tego był potrzebny specjalny młynek. Proszek wsypywano do gotującej się wody, dodawano skórkę pomarańczową lub cebulę! Popularny był też sposób parzenia ubitego proszku - zalewano go wodą i bełtano za pomocą bambusowego pędzelka, aż pojawiła się piana. Ten sposób wciąż kultywują Japończycy.
Herbaty aromatyzowane np. jaśminem pojawiły się stosunkowo późno, bo w epoce Ming (XIV-XVII wiek) I wreszcie zapamiętałam podział herbat:
zielona, czyli niefermentowana
wulong, czyli półfermentowana
czerwona - całkowicie fermentowana
czarna - dojrzewająca.
Chińczykom prócz herbaty zawdzięczamy też herbaciane utensylia - czarki, filiżanki, czajniczki, a nawet spodki. Porcelanowe, kamionkowe, żeliwne. Właściecielka kolekcji Tang Yuling-Ruskova zbiera czajniczki z purpurowej kamionki, z połowy XX wieku. Dzięki mikroporom ten rodzaj czajniczków zatrzymuje aromat parzonej herbaty, dlatego w jednym nie można parzyć różnych rodzajów herbat. Wystawa ”Czajniki z Yxing” we wrocławskim Muzeum Narodowym trwa do 15 listopada.
Za tydzień - 17 października - organizowany jest dzień otwarty "Wokół chińskiej herbaty". W programie m.in. oprowadzanie po wystawie, ceremonia parzenia herbaty, pokazowa lekcja języka chińskiego, warsztaty kaligrafii, ćwiczenia tai chi, zabawy dla dzieci, kiermasz chińskiego rękodzieła. Będzie można wygrać zestawy prawdziwej chińskiej herbaty. Początek o godz. 13. Wstęp wolny.




Imbryczki, czajniczki w Muzeum Narodowym we Wrocławiu
Zdjęcia pochodzą ze strony Muzeum Narodowego

5 komentarzy:

  1. Z przyjemnoscia wybralabym sie na te wystawe, ale mi sie nie uda. Dzieki zatem za opis.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest jeszcze druga wersja legendy: o pustelniku. Śliczne są te czajniki, żałuję, że nie mogłam być na tej wystawie, niestety o niej nie wiedziałam i odległość znaczna. Czy na pierwszym czajniku jest żaba? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie, to nie żaba. To ryba z profilu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A wiesz, że te czajniczki można kupić. Już od jakiegoś czasu już się przymierzamy.
    Oto link: http://www.necessiteas.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Super strona. Dziękuję. Może też się skuszę.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj przepis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...