28 czerwca 2010

Szybkie danie po podróży

Żeby było lekko, prosto i inaczej niż zwykle. Po podróży nie ma się ochoty na ciężkie i długo przygotowywane dania, nie ma się też ochoty na nic skomplikowanego, poza tym letnia pogoda nastraja do lekkich posiłków.
I tak zrobiłam z tego, co było pod ręką, letnie szaszłyki. Aromatyczne i bardzo warzywne. Ich tajemnica  nie tkwi jednak w składnikach, ale w przyprawie.
Przyznaję, kupując ją, dałam się omamić sprzedawczyni, która zapewniała, że nie ma w składzie ani odrobiny glutaminianu sodu. Przyprawy leżały w zgrabnych koszyczkach, na stoisku w Ogrodzie Botanicznym, gdzie trwał ekologiczny jarmark. Przyprawa droga nie była, ale pewnie bym jej nie kupiła, gdyby nie zapewnienia sprzedawczyni. Teraz śmiać mi się chce ze mnie samej, bo przecież ile ja tej przyprawy zjem, żeby miał mi zaszkodzić ewentualny glutaminianu sodu? Nie kupuję gotowych potraw, zioła sama hoduję, nie używam słynnego "warzywka", więc raczej "syndrom chińskiej restauracji" mi nie grozi... Ta tajemnicza przyprawa to mieszanka różnych przypraw - chili, kuminu, czosnku, papryki i soli zwana pod nazwą shoarma.



Letnie szaszłyki z shoarmą



Składniki:
dwie piersi z indyka,
papryka czerwona,
papryka zielona,
cebula,
ziemniaki,
śliwki suszone,
shoarma,
czosnek,
oliwa,
słodka papryka w proszku

Piersi z kurczaka pokroić na małe kawałki, zasypać łyżką shoarmy, dodać dwa ząbki czosnku wyciśniętego przez praskę, skropić oliwą i wymieszać. Odstawić na pół godziny do lodówki. Pokroić na większe kawałki oczyszczoną paprykę i obrane ziemniaczki i cebulę. Gdy uznamy, że mięso się już przegryzło z przyprawami nadziewamy na szpadki lub patyczki do szaszłyków na przemian warzywa i mięso. Ponieważ shaorma czerwona jest dość łagodna i słodkawa do tego zestawu dodałam jeszcze suszone śliwki kalifornijskie. Całość posypałam słodką papryką, skropiłam oliwą. Zwykle drobiowe szaszłyki nie są zbyt dobre, bo mięso kurczaka szybko wysycha, żeby tego uniknąć zawinęłam szaszłyki w folię aluminiową. Tak przygotowane szaszłyki piekłam w piekarniku około 45 minut.

Jeszcze hiszpańsko

Dziękuję za miłe komentarze. Postaram się znów pisać regularnie. Dla tych, którym spodobał się barceloński targ jeszcze dwie migawki :)


Okazuje się, że El Mercat ma swoją stronę internetową.

27 czerwca 2010

Na straganie, w dzień targowy

Tylko żałować, że nasze hale targowe, stragany, targi nie przypominają kolorami i różnorodnością tego, który odwiedziłam w Barcelonie. Uwielbiam owoce morza i te najchętniej fotografowałam: gambas - krewetki, navajas - małże mieczowe, ostras - ostrygi, mejillones- małże, bigarros - pobrzeżki, calamares - kalmary, pulpo - ośmiornice... A także, ryby, owoce, warzywa, przyprawy i trochę mięsnych osobliwości, na które pewnie nie jeden wegetarianin poczuje dreszcz obrzydzenia - całe prosiaczki, owcze głowy, czy olbrzymie płaty flaków... Los sabores de Espana, de Catalunya :)
















A teraz osobliwości

Flaczki...

...owcze głowy...

...i biedne, małe świnki
Wszystkie zdjęcia zrobione zostały na targu La Boqueria przy Rambla.

Drukuj przepis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...