Lepsza "Kuchnia" na święta


Muszę przyznać, że grudniowa "Kuchnia" mile mnie zaskoczyła po beznadziejnym listopadowym numerze. Od samej okładki jest naprawdę ciekawie. Kupiłam ten numer szczerze mówiąc dla Beaty Lipov  i jej świątecznych przepisów przygotowywanych z dziećmi. Nie oczekiwałam niczego ciekawego a tu zaskoczenie! Świąteczny tort orzechowy na otwarcie wprawdzie trochę przyciężki i nie w moim klimacie: 15 jaj i maślany krem dla mnie oznacza podwyższony poziom cholesterolu w przyszłości i poczucie mdłości w teraźniejszości. Po prostu nie znoszę maślanych kremów, są dla mnie nie do przełknięcia, ale pewnie są ludzie, którym coś takiego smakuje.
Później dużo lepiej - smaczności z chili, klimatyczne "Święta bez lukru" (Beata Lipov i jej piernikowe choinki i biszkopciki cudowne) i przeciekawe święta potraktowane na luzie - "Zabawa z tradycją" Doroty Sulich -Długosz (warszawska restauracja Mama Mia) zachwycająca, zwłaszcza krem buraczany z malinami i ricottą. Tradycyjne smaki w nowym wydaniu.
Wegetariańskie święta Jamiego Olivera poprawne, ale szkoda, że "Kuchnia" nie pokazuje przepisów z jego "Rodzinnych świąt" - w tej serii Jamie jest bardzo zabawny i bardzo twórczy.
Kto do tej pory nie wie, czym różni się polska śliwka wędzona od kalifornijskiej nich sięgnie po grudniowy numer "Kuchni" - dymna, lekko wędzona śliwka z Beskidu Wyspowego to przykład polskiego, zdrowego i tradycyjnego specjału, o którym warto pamiętać nie tylko w czasie świąt.
Specjały świąteczne "po tuningu" Tomka Woźniaka też niczego sobie. Za śledziem nie przepadam, ale pasta z makreli, czy jagnięcina z bakaliami i ciasteczka makowe skusiłyby mnie z pewnością, gdyby znalazły się na świątecznym stole.
Drobiowe przepisy z perliczek, kaczek, bażantów  Zbigniewa Kmiecia przypominają mi czas sielskiego dzieciństwa, gdy moja prababcia pakowała przed świętami ubity drób i wysyłała umyślnym do swoich wnuczek, czyli do mojej mamy i jej sióstr. Żaden drób tak nie smakował, jak ten prababciny - osobiście doglądany, tuczony i luzem chodzący po okolicy. Dziś na takie ptaszęta mówi się "szczęśliwe kury" lub " z hodowli ekologicznej".
Specjały makowe też interesujące - ravioli nadziewane makiem i bakaliami, łosoś pieczony faszerowany makiem i szpinakiem, tarta gruszkowa z makiem... Wrocławska restauracja, której pracownicy są autorami przepisów nie jest zbyt oblegana, nawet nazwa nie jest przez wrocławian rozpoznawana... W tej lokalizacji działało już wiele knajp, więc ta jest pewnie jedną z wielu, jeśli jednak gotują, tak jak pokazują to może zdobędą klientów.
W czasopiśmie pojawiły się wreszcie notki o  książkach, na razie z okazji prezentów świątecznych i dość oklepane pozycje ("Apetyczna panna Dahl", "Przepisy z mojego ogrodu" Anny Applebaum-Sikorskiej), ale dobrze, że są.
Tessa Capponi-Borawska w urokliwy sposób opowiada o mieszaniu się bożonarodzeniowych tradycji w jej domu - angielskich przepisów jej niani, włoskiego dziedzictwa i polskiej tradycji z domu jej męża. Ciekawie i z klasą.
Rozśmieszyli mnie zgredziali panowie, czyli Tadeusz Pióro i Marek Bieńczyk. Polecam ich makowy felieton i prościutkie, acz smaczne dania - pieczone ziemniaki z makiem i serem oraz knedle z makiem i powidłami.
W całym numerze ładnie stylizowane potrawy i przyjemne dla oka zdjęcia.
Sympatyczna ta grudniowa kuchnia. Czekać na styczniową? Może będzie karnawałowa i szałowa?
P.S. Wciąż brakuje mi kontaktów z Czytelnikami.




Komentarze

  1. Mam podobne odczucia. Numer grudniowy o niebo lepszy niż listopadowy. Niestety ostatnio coraz rzadziej pojawia się dobry numer. Dlatego ja korzystam z numerów Kuchni z biblioteki, a przestałam je kupować.

    OdpowiedzUsuń
  2. No zapowiada sie ciekawie, bo niestety ostatnie numery, ktore udalo mi sie zdobyc, roczarowywaly... Na pewno kupie sobie za kilka dni w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie do końca się zgadzam z recenzją, ta Kuchnia jest tylko odrobinę lepsza niż ostatnie, ostatnie numery były takie złe, że dałem sobie spokój z recenzjami. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty