19 lutego 2012

Zapiekanka z soczewicy


Pomidorki i szalotki to namiastki wiosny. Czekam na nią rozpaczliwie dodając sobie humoru małymi smakołykami. Plucha, błoto i ta okropna wilgoć doprowadzą do rozpaczy nawet najbardziej zdeterminowanego i niepoprawnego optymistę. Postanowiłam się nie dać - kupiłam morelowo-pastelowy sweter i założyłam wściekle zielone kalosze. Potrzebuję koloru, mam dość szarości, czerni i tych wszystkich smętnych barw, w które wszyscy na ulicach się kamuflują. Dlaczego Polacy tak uwielbiają bure, czarne, szare i brązowe kurtki? Brakuje nam KOLORU!
Na poprawę humoru - przecież ta wiosna w końcu przyjdzie, a później będzie lato i długie dni i słońce - sycąca zapiekanka z soczewicy. Prosta, smaczna i wesoła.

Zapiekanka z soczewicy

płat ciasta francuskiego (kupnego)
2 szklanki soczewicy
1 cebula lub 2 szalotki
2 łyżeczki nasion kolendry
jajko lub dwa
2 ząbki czosnku
2 łyżeczki oliwy
sól, pieprz
ser żółty do posypania całości

Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni, rozwijamy na blaszce ciasto i nakłuwamy je widelcem, podpiekamy przez 4 minuty. Wyjmujemy by ostygło. W rondelku gotujemy brązową soczewicę do miękkości, na patelni podsmażamy pokrojoną w kostkę cebulę.  W moździerzu rozcieramy z solą czosnek, dodajemy kolendrę i pieprz, oliwę. Mieszamy. W dużej misce przygotowujemy farsz: mieszamy ugotowaną soczewicę z cebulą i przyprawami z moździerza dodajemy rozbełtane jajko. Całość mieszamy i wykładamy na podpieczone ciasto francuskie. Z wierzchu posypujemy żółtym serem, jakimkolwiek - byle się topił. Można użyć gotowego tartego do pizzy. Pieczemy przez pół godziny, by ścięło się jajko. Zapiekankę podajemy pokrojoną na prostokątne kawałki.

A na pocieszenie:







myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć.
zazieleni się, urośnie kilka drzew.
niedojedzony chleb w ustach zdąży się rozpłynąć,
a niedopity rum rozgrzeje jeszcze krew...

zimny poniedziałek gorącą stanie się niedzielą.
to co nie pozmywane samo zmyje się.
nieśmiały dotąd głos odezwie się jak dzwon w kościele,
a tego, czego mało, nie będzie wcale mniej...

choć mało rozumiem, a dzwony fałszywe,
coś mówi mi, że jeszcze wszystko będzie możliwe.

nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było.
nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic...

15 lutego 2012

Rick Stein. Miłośnik różowych koszul i owoców morza

Rick Stein (źródło zdjęcia: www.kuchniaplus.pl )

Wiecie o kogo chodzi? O angielskiego szefa kuchni, właściciela sporego imperium gastronomicznego w Kornwalii, a ostatnio w Australii, specjalizującego się w potrawach z ryb i owoców morza - Ricka Steina. Przypadkiem odkryłam jego stary program "Rick Stein's Taste of the Sea". I zauroczył mnie ten straszy pan w nietwarzowych, ale jakże brytyjskich różowych koszulach (w podobnych występuje znany nie tylko we Wrocławiu Paul McCreesh - świetny dyrygent, związany z zespołem muzyki dawnej Gabrieli Consort&Players i w dodatku szef artystyczny festiwalu Wratislavia Cantans). Przeszukałam polskie księgarnie w poszukiwaniu książek kucharskich albo DVD Steina i srodze się zawiodłam - niestety jeszcze nic nie przetłumaczono na nasz piękny, słowiański język. A szkoda, bo potrawy, które gotuje w asyście zabawnego pieska o imieniu Chalky, rasy Jack Russell terrier, są ciekawe, smaczne i do powtórzenia we własnej kuchni. Dla zainteresowanych Chalkim - niestety piesek pożegnał się z tym światem w 2007 roku.


Stein w swoich programach nie gwiazduje, jest bardzo skromnym i dobrze wychowanym dżentelmenem, ma olbrzymią wiedzę nie tylko kulinarną, ale też ogólną. Elokwentny, oczytany prezentuje tę nieuchwytną, niezdefiniowaną  "angielskość", którą można nazwać flegmą albo nawet nudą. Oczywiście to pozory. Poszukałam  informacji o Ricku Steinie i dowiedziałam się z obszernego biogramu umieszczonego na stronie BBC Lifestyle Polska , że m.in.
"urodził się i wychował w brytyjskim hrabstwie Oxfordshire, ale powszechnie uważa się go za króla Padstow. Jego upodobanie do tego malowniczego kornwalijskiego miasteczka rybackiego sięga wakacji w dzieciństwie. Zdecydował się tam osiąść w latach siedemdziesiątych. Od tego czasu stał się gwiazdą telewizyjną i stworzył gastronomiczne imperium, na które składają się: restauracja rybna The Seafood Restaurant, pub The Cornish Arms, bistro, kawiarnia, sklep z pamiątkami, szkoła gastronomiczna, delikatesy i dwa punkty sprzedające tradycyjną rybę z frytkami. Dzięki tym wysiłkom do miasteczka zaczęli napływać turyści, co ożywiło gospodarkę i sprawiło, że Rick jest teraz lokalnym bohaterem, a samo Padstow zyskało w mediach nazwę „Padstein”. 
Rick uważa, że sekret potraw z ryb tkwi w tym, aby podczas ich przygotowania unikać skomplikowanych technik kulinarnych i skupić się na prostych smakach. Taką dewizą kieruje się, przygotowując swoją ulubioną rybną kolację. – Biorę filet z ryby morskiej, takiej jak lucjan czerwony, zostawiam skórę, posypuję odrobiną polenty, soli i pieprzu i delikatnie smażę w odrobinie oliwy z oliwek. Przygotowuję też sałatkę, którą dekoruję talerze – trochę sałaty, kilka pokrojonych w cienkie plasterki pomidorków koktajlowych, bazylia, awokado. Sos do sałatki robię z czterech łyżek oliwy z oliwek, jednej łyżki octu winnego oraz sporej szczypty soli i cukru – zdradza Rick. Oto jak prosto można przygotować mistrzowski posiłek. 
Gotował też dla rodziny królewskiej -  na złoty jubileusz królowej Elżbiety przygotował dla niej, księcia Filipa i byłych brytyjskich premierów delikatną potrawę z turbota w sosie holenderskim. A tu można zajrzeć do imperium Ricka Steina.
Zainteresowani znajdą więcej informacji o Ricku Steinie w brytyjskiej Wikipedii - o jego bracie neurologu, dwóch małżeństwach i o działalności dobroczynnej.
Ci, którzy mają kablówkę i program Kuchnia plus mogą śledzić bardzo interesującą serię "Rick Stein's Far Eastern Odyssey", przetłumaczoną jako "Rick Stein na Dalekim Wschodzie". To bezcenne i inspirujące źródło informacji o azjatyckim gotowaniu. Rick odwiedza knajpki, targowiska, rozmawia z mieszkańcami, czasem z nimi gotuje lokalne potrawy i zawsze pyta o zdanie na temat ich smaku zwykłych ludzi - mieszkańców Sri Lanki, Wietnamu... Grymas starej Wietnamki, która spróbowała zupy Ricka - nie do podrobienia. Rick obiecał, że się poprawi i następnym razem doda mniej sosu rybnego. Przy okazji programu przemyca ogromnie dużo informacji o kulturze, historii i tradycji krajów, które odwiedza, nie jest też ślepy na ich sytuację polityczną i warunki życia. Polecam z czystym sumieniem tę serię. Nie będziecie rozczarowani.
A tu  "Rick Stein's Far Eastern Odyssey" - Malezja i Sri Lanka.





Drukuj przepis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...