30 lipca 2012

Papierówki i szarlotka


Gdybyście chcieli posadzić w swoim ogrodzie swojską papierówkę to w szkółkach szukajcie jej pod nazwą "oliwka inflancka". Ta stara odmiana pochodzi z Krajów Nadbałtyckich, rozpowszechnił ją łotewski ogrodnik. Szybko rośnie, jest mrozoodporna, daje owoce stosunkowo wcześnie, bo już w połowie lipca - nic dziwnego, że zyskała w tej części Europy popularność. 
Gdy byłam mała jedliśmy kwaśne, jeszcze niedojrzałe papierówki prosto z drzewa. Smakowały nam najbardziej. Zawsze było ich zatrzęsienie. Moja babcia gotowała z nich kompoty, robiła też przecier na szarlotkę i oczywiście w sezonie robiła szarlotkę ze świeżych papierówek. Zawsze tak samo smaczną, delikatnie kwaskową, pachnącą cynamonem. Babcia już nie gotuje, bo ma prawie sto lat, ale miała wyjątkową rękę do kuchni. Największym zaskoczeniem dla mnie było jej wyznanie, że nigdy, ale to przenigdy nie lubiła gotować. Robiła to, bo musiała. Jej przepis na szarlotkę jestem w stanie wyrecytować wybudzona nad ranem z najgłębszego snu. Nauczyłam się go, bo przygotowywałam to ciasto niezliczoną liczbę razy. 
Pierwszą szarlotkę w życiu robiłam z tatą - wyszła okropna, twarda, sucha i w niczym nie przypominała babcinej. Robiliśmy ją na podstawie Kuchni Polskiej, tej klasycznej, wydanej w latach 60. ubiegłego wieku, autorstwa Stanisława Bergera. Zdesperowani zadzwoniliśmy do babci - nie musiała szukać przepisu w zeszytach z notatkami, miała go w głowie. To klasyczna szarlotka, jaką robi się w dawnej Galicji i innych krainach byłych Austro-Węgier.




Klasyczna szarlotka z papierówek
14-15 średnich papierówek
4 szklanki mąki
kostka masła
szklanka cukru
2-3 jajka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki kwaśnej śmietany
cukier puder
cynamon
Mąkę wysypujemy na stolnicę, robimy dołek, w którym układamy masło, dodajemy proszek do pieczenia. Masło z mąką siekamy, wbijamy całe jajka, cukier, śmietanę i zagniatamy szybko ciasto. Formujemy kulę, owijamy folią spożywczą i wkładamy na pół godziny do lodówki.
W tym czasie obieramy papierówki, usuwamy gniazda nasienne, kroimy na plasterki lub mniejsze kawałki.
Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza.
Ciasto dzielimy na połowę. Pierwszą część rozwałkowujemy, dostosowując do wielkości blachy. Wykładamy ciastem blaszkę, wysypujemy na nią pokrojone jabłka, jeśli są zbyt kwaskowate możemy posypać je cukrem, oprószamy je cynamonem, na wierzchu układamy kolejną część rozwałkowanego ciasta. Wierzch szarlotki nakłuwamy widelcem, by para z jabłek nie wybrzuszała niepotrzebnie ciasta. Pieczemy około 45 minut. Jeszcze ciepłe ciasto posypujemy cukrem pudrem, gdy ostygnie kroimy na kwadraty.

29 lipca 2012

Papierówki...


...dużo papierówek. A z nich będzie...

Chłodnik litewski



Kolor chłodnika zależy od tego, jak długo moczą się w nim buraki. Świeżo zrobiony jest blado różowy. Taki, który chłodzi się całą noc ma kolor wściekłego różu. 
Nie mogłam się oprzeć, żeby nie powtórzyć litewskiego specjału we własnej kuchni. Przewertowałam i wygooglowałam masę przepisów na chłodnik, ale wszystkie wydawały mi się zbyt skomplikowane i bezsensowne. A to dlatego, że według części przepisów do różowej zupy należy dodać np. świeży ogórek lub jajko na twardo i chłodzić całość kilka godzin. Kto miał do czynienia z burakami ten wie, że nie lubią towarzystwa i wszystkie inne warzywa podbarwiają na różowo. Jak będzie wyglądać chłodnik z różowawymi ogórkami? Nieciekawie. Zwykle do chłodnika wykorzystuje się maślankę lub jogurt. Smakowo nie odpowiada mi to, dlatego sięgnęłam po kefir. Kwaskowy posmak kefiru dobrze współgra ze słodyczą buraków. Przepis prosty, a na zdjęciu debiutuje mój nowy niebieski blat.

Chłodnik litewski
2 buraki
pęczek koperku
litr kefiru
sól
pieprz
kminek do smaku
Buraki umyć i ugotować w mundurkach. Kiedy będą miękkie odlać wodę i ostudzić. Obrać je i pokroić albo w kostkę albo w paski. Zalać kefirem, dodać drobno posiekany koperek, przyprawić do smaku. Ochłodzić, podawać z ciepłymi ziemniakami, ugotowanymi w mundurkach.

Piękna, piękna Litwa kminkiem pachąca

21 lipca 2012

Domowy ogród


Rozkrzewiło się bujnie, zakwitło, owoce a właściwie warzywa można już zbierać. Mój domowy balkon świetnie się sprawdza jako przydomowy ogródek ziołowo-warzywny. Gdyby nie mały rower, który tam musi garażować, miałabym jeszcze większe uprawy. Nie narzekam, bo grad ich nie zniszczy, robal ani ślimak nie zje. Za wysoko.

Sałata związuje główki, kwitną dynie, obrodził groszek i fasolka. Rozrosły się mięta, bazylia, rozmaryn i tymianek. Jedynie maciejka w tym natłoku ziół się poddała i nic z niej ładnego nie ma. Szkoda.




Ostatnio byłam w innym ogrodzie, kiedyś pięknym, zadbanym, żyznym i pełnym wspaniałych owoców i warzyw. Dziś to ogród w stanie upadku. Z wiśni, które zapraszały do sadu nie został nawet pieniek, nie ma wielkich, rozłożystych włoskich orzechów, nie ma już jabłoni o srebrnej korze, na mojej ulubionej jabłonce-cytrynówce rośnie jemioła. Znikły gdzieś potężne czereśnie - biała i czerwona o wielkich, prawie czarnych owocach. Śliwy zdziczały, a te drzewa, które jeszcze żyją, wolno zarasta bluszcz, wspina się na ich pnie i gałęzie... Zamiast warzywnego ogrodu rośnie łan dzikiej trawy, próżno w nim wypatrywać rabarbaru, fasoli, czy buraczków. Odchodzą ludzie a wraz z nimi umiera ich ogród. Serce boli, bo właściciel tego ogrodu - mój dziadek, bardzo kochał to miejsce i bardzo o nie dbał. Niestety z różnych przyczyn nic nie mogę zrobić z jego ogrodem. W mojej pamięci żyje on radością mądrego gospodarza, bielącego pnie drzew, osłaniającego je przed zimnem, przycinającego gałęzie i cieszącego się zbiorami i swoją pracą...
Może kiedyś, może gdzieś, ten ogród znów ożyje, znów będzie piękny...

18 lipca 2012

Litwa kminkiem pachnąca

To była długa i w sumie smaczna podróż. Przejechaliśmy całą Polskę po przekątnej, by tam trafić. Litwa powitała nas piękną pogodą, jeziorami i... kminkiem. Na razie mamy go już dość. To chyba ulubiona przyprawa nad Niemnem, bo kminek jest w chlebie, serach a nawet w chłodniku.


Ta różowa zupa z buraków na zimno przypadła nam szczególnie do gustu. Kosztowaliśmy jej w Wilnie a na drugie danie zamówiliśmy cepeliny. Pani kelnerka pytana o ich rozmiar wzruszyła ramionami i powiedziała "normalnyje". To co normalne dla Litwinów dla nas było gigantyczne. Dostaliśmy po dwa megawielkie cepeliny w pysznym śmietanowym sosie, posypane koperkiem. Zjedliśmy z ledwością po jednym, resztę  pani kelnerka zapakowała nam wspaniałomyślnie do pudełka. Cepeliny to jednak nie nasz smak - mięsne nadzienie jest pyszne, ale ziemniaczane ciasto zupełnie nam nie podchodzi. Ziemniaczany glut i tyle. I nie mówię tego po jednorazowym spotkaniu z cepelinami. Robiliśmy też inne podejścia.


Autorem zdjęcia bursztynów jest Mikołaj, mój synek




Posmakowały nam za to kibiny - pieczone karaimskie pierogi. W Trokach zamówiliśmy kibiny z jagnięciną, serem i kurczakiem. Każdy był pyszny.
Fascynujące są sękacze - wielkie, żółte ciasta pieczone na palenisku, na specjalnym wałku. 






Niczego sobie są też litewskie nalewki "999" i nalewka z kwasu chlebowego "Malunininku" - można dodawać ją do herbaty, można też robić z niej drinki z sokami bananowym lub brzoskwiniowym. 
Zachwyciła nas przyroda - lasy, cudowne jeziora, olbrzymie wydmy na Mierzei Kurońskiej, urokliwe miasteczko Nida, smok z Kłajpedy. 


Z miasta Palanga, gdzie swój początek miał bursztynowy szlak, przywieźliśmy słoneczne wspomnienia i cudowne obrazy z pałacu Tyszkiewiczów, gdzie mieści się Gintaro Muziejus, czyli Muzeum Bursztynu. Takich bursztynów nie znajdzie się nigdzie na świecie - są w nich zastygłe muszki, pajączki, mrówki, kwiaty... Warto było.


P.S. Zapomniałam o kindziuku, litewskiej wędlinie - napiszę później. Na razie w lodówce siedzi dzieląc półkę z pysznym wędzonym serem oczywiście z kminkiem, oblewanym woskiem. Pycha.

Drukuj przepis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...