Chałka dyniowa

#zostańwdomu i zrób sobie bułeczki Dim sum


Podobno na doła najlepiej jest zająć się czymś produktywnym np. gotowaniem. Pomaga na chwilę, a potem na kolejną, bo to, co się ugotowało trzeba jeszcze zjeść. Siadamy więc przy stole i wspólnie jemy bułeczki z nadzieniem grzybowym i drugie z nadzieniem mięsnym. Bułeczki w stylu chińskim, a jakże! Nie damy się zarazie z Dalekiego Wschodu!

Nie będę ukrywać, że dopóki ten cholerny koronawirus dziesiątkował mieszkańców Chin za bardzo nie śledziłam doniesień na jego temat. W Azji wiecznie wybuchają jakieś epidemie - sarsy, ptasie, świńskie grypy, żółte febry czy inne cholery. Nie interesujemy się tym za bardzo, bo dzieje się to daleko i nie dotyczy nas, naszych bliskich i przyjaciół. Chorzy nie mają znajomych twarzy, chorują i umierają w miejscach, o których słyszymy pierwszy raz w życiu i pewnie i tak nigdy tam się nie wybierzemy. Co innego, gdy choroba zaczyna zataczać kręgi wokół nas.
Zawsze ze zdziwieniem słuchałam opowieści mojej babci o jej znajomej, która popełniła samobójstwo w 1963 roku z powodu epidemii ospy prawdziwej we Wrocławiu. Bilans ospy nie był tragiczny - zachorowało 99 osób, a 7 zmarło. Epidemia wygasła po 25 dniach. A mimo to piękna i podziwiana kobieta, żona znanego wrocławskiego mecenasa nie wytrzymała tego stanu zawieszenia (a nie było jeszcze mediów elektronicznych) i odebrała sobie życie. Czy była tak próżna, że nie potrafiła znieść myśli o twarzy oszpeconej bliznami po ospie? A może paraliżował ją strach i zamiast czekania wolała zakończyć życie na własnych warunkach? Nigdy się nie dowiemy.
Samą ewentualność zachorowania jestem w stanie zaakceptować. Zdecydowanie boję się konsekwencji epidemii: utraty pracy i długiego bezrobocia, braku ubezpieczenia zdrowotnego i nędzy. Zaczynam zastanawiać się, czy polityka izolacji ma rzeczywiście sens? Może w kwarantannie powinni zostać ludzie z grup ryzyka, a my młodsi i zdrowi powinniśmy dalej pracować? A może model szwedzki nie jest taki zły: umrą ci, którzy umrą, a reszta da radę? Może, a może nie. Nikt nie zna odpowiedzi, rządy działają chaotycznie, odbierają nam wolność, ograniczają, a żadnych efektów obostrzeń nie widać.
Mam doła i to ogromnego. Podobno dobrze jest przygotować sobie listę rzeczy, które zrobi się po tym wszystkim. Nawet zapisałam na niej pięć punktów, a potem uświadomiłam sobie, że "po" przecież mogę być w strasznej dupie i nic z tej listy nie zrealizuję. Więc po co ją tworzyć? Jestem życiową pesymistką. Moja przyjaciółka natomiast widzi wszystko w różowym kolorze: z powodu licznych zgonów potanieją mieszkania, na rynku pracy będzie więcej możliwości, a wakacje we Włoszech będą tanie jak barszcz. Jej priorytetem jest przeżyć za wszelką cenę i cieszyć się życiem "po". Cyniczka, czy realistka?
Nie wiem, natomiast ja, w ramach ćwiczeń pozytywnego myślenia, postanowiłam zrobić nadziewane bułeczki w chińskim stylu, coś w rodzaju Dim sum z dwoma rodzajami nadzienia: grzybowym i mięsnym. Nietypowe ciasto podpatrzyłam na Instastory u Jamiego Olivera. Postarzał się chłopak i już nie przypomina tego rozbrajającego młodzieńca z programu "Naked Chef". Życzę mu dużo zdrowia i mam nadzieję, że uniknie koronawirusa.
Nie mam bambusowych koszyczków do gotowania na parze, więc bułeczki uparowałam w przystawce Varoma do Thermomixa. Wyszły jak marzenie.



Nadziewane bułeczki w stylu Dim sum
12 sztuk

Ciasto:
1 puszka mleka kokosowego
220 gramów mąki pszennej
220 gramów mąki chlebowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
szczypta soli

Nadzienie grzybowe:
250 gramów pieczarek.
kawałek imbiru dł. ok. 4 cm
garść suszonych grzybów
1/2 szklanki wrzącej wody
1 papryczka chili
2 łyżki sosu sojowego
3-4 łyżki oleju sezamowego
sól i pieprz do smaku
1/2 pęczka zielonej kolendry

Nadzienie mięsne:
250 gramów mięsa mielonego wieprzowego
1/2 pęczka zielonej kolendry
1 papryczka chili
1/2 cebuli
sól, pieprz do smaku

Do podania: siekana dymka i papryczka chili, sos sojowy, sezam

Przygotowujemy nadzienie grzybowe. Suszone grzyby zalewamy wrzącą wodą, odstawiamy do namoczenia. Siekamy pieczarki, imbir, chili i kolendrę. Na patelni rozgrzewamy olej, wsypujemy pieczarki i imbir - podsmażamy, dodajemy sos sojowy i chili, mieszamy i dalej podsmażamy. Odcedzamy grzyby (nie wylewamy wody po grzybach), siekamy je i dodajemy na patelnię, podlewamy wywarem grzybowym. Całość podduszamy aż woda odparuje, przyprawiamy solą i pieprzem, posypujemy kolendrą. Odstawiamy.
Przygotowujemy nadzienie mięsne: mielone mięso mieszamy z posiekaną cebulą, chili i kolendrą. Przyprawiamy, wyrabiamy na jednolitą masę.
Do dużej miski wlewamy mleko kokosowe, wsypujemy dwa rodzaje mąki, dodajemy proszek, sodę i sól. Wyrabiamy ciasto. Formujemy z niego wałek i dzielimy na 12 części. Z każdej formujemy kulkę i rozwałkowujemy ją na placuszek o średnicy 10 cm. Na każdy placuszek nakładamy 2-3 łyżki farszu i sklejamy bułeczkę tak, by łączenie było pod spodem. Smarujemy każdą bułeczkę olejem używając pędzelka.
Wkład i dolną część przystawki Varoma natłuszczamy olejem, na każdym poziomie układamy po 6 bułeczek. Do naczynia miksującego nalewamy 600 gramów wody, nakładamy przystawkę, Varoma, ustawiamy czas na 20 minut, temperaturę Varoma, obroty 2. Po zakończeniu parowania podajemy ciepłe bułeczki z sosem sojowym, posypane posiekaną dymką, chili i sezamem.

Komentarze

  1. Extra wyglądają :)
    Ja robiłam z truskawkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje bułeczki są wytrawne, ale jak najbardziej można je zrobić na słodko.

      Usuń

Publikowanie komentarza