Smaki Izraela: żółte pikle hamutzim


Hamutzim to rodzaj izraelskiej przystawki na pobudzenie apetytu, podawanej przed posiłkiem. Składają się na nią pikle z kapusty, marchewki, kalafiora i papryki przygotowane w zalewie octowej z kurkumą i przyprawą amchur. Gorzkawo-ostre i chrupkie są tak pyszne, że uzależniają. Znaleźć je można w każdej restauracji i w każdej budce z falafelem lub sabichem. Postanowiłam odtworzyć ten smak po powrocie z Izraela.

Wciąż nie mogę uwierzyć, że byłam w Izraelu. Dzięki tanim liniom lotniczym świat jest na wyciągnięcie ręki. Nadal mnie to zaskakuje. Zawsze marzyłam o wyprawie do Tel Avivu i Jerozolimy, ale Izrael wydawał się tak odległy, niebezpieczny i egzotyczny. Niegdyś jedyną opcją, by odwiedzić ten kraj był wyjazd na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Zupełnie nie moje klimaty. Wolę poznawać odwiedzane miejsce sama, bez szczegółowych planów, bez pośpiechu, bez spoglądania na zegarek i bez podążania za przewodnikiem.  Jako nastolatka zaczytywałam się w izraelskich tekstach Marka Hłaski. "Opowiem wam o Esther", "Wszyscy byli odwróceni"... Od lat nie wracałam do tych utworów, nie wiem więc, czy rzeczywiście są tak dobre jak sądziłam, czy raczej zachwyt nimi był wynikiem młodzieńczej fascynacji postacią autora. Warto pojechać do Izraela, wynająć auto i zwiedzać ten niezwykły kraj we własnym tempie. Nigdy nie zapomnę wspinaczki przed świtem do twierdzy Masada na pustyni Judzkiej, by obserwować stamtąd wschód słońca.



Majestatyczna Pustynia Judzka i ja malutka (kto wypatrzy?)
Kiedy wróciliśmy z tego niesamowitego wyjazdu i włączyliśmy się w przerwaną nim rzeczywistość okazało się, że właśnie nabrzmiewa konflikt między Polską i Izraelem. Wzajemne oskarżenia, brak szacunku dla pamięci, ostre słowa i zarzuty polityków obu stron brzmią okropnie. Nie dojdziemy kto i co powiedział i po co. Jedynym sposobem na to, by takie sytuacje się nie powtarzały jest prawda - potwierdzenie faktów i przeprosiny za szmalcowników, za sąsiadów mordujących sąsiadów, za to okrucieństwo i śmierć niewinnych osób. Historii się nie zmieni, ale trzeba się z nią rozliczyć, a nie udawać, że nic się nie wydarzyło. Jednak, żeby to zrobić trzeba być odważnym, a my niestety nie mamy szczęścia do prawdziwych mężów stanu. Musiałam się podzielić tą gorzką refleksją, choć ma ona niewiele wspólnego z kulinariami.
Przepis na hamutzim znalazłam na blogu My jerusalem kitchen, niestety nie jest on uaktualniany od 2016 roku. Wielka szkoda, bo to bardzo interesujące miejsce. Mam nadzieję, że autorka, gdy podrośnie jej dziecko, powróci do blogowania.

Żółte pikle hamutzim
1 mały kalafior
5 liści białej kapusty
2 małe czerwone papryki
1 marchewka
10-12 liści laurowych
3 łyżeczki przyprawy amchur (sproszkowane mango, do dostania w np. w Kuchniach Świata)
1 łyżeczka kurkumy
szczypta czarnego pieprzu
1 łyżeczka ziaren pieprzu
3 łyżeczki soli
2 litry wody
0,5 litra białego octu winnego

Kalafior myjemy i dzielimy na różyczki, kapustę kroimy w dużą kostkę 2cm na 2 cm, obraną marchewkę kroimy w plasterki, w kostkę kroimy też paprykę. Warzywa wkładamy do dużego garnka, zalewamy wodą i octem. Gotujemy aż woda zacznie wrzeć. Odstawiamy i dodajemy wszystkie przyprawy. Mieszamy, przykrywamy pokrywką. Po dwóch godzinach pikle możemy przekładać do słoików i jeść.

Komentarze

Popularne posty