Kimchi. Pikantna kapusta kiszona po koreańsku


Lubicie kiszone? Ja bardzo. Wprawdzie nie jestem fanką kuchni Dalekiego Wschodu, ale kimchi uwielbiam. Podobno dzięki jedzeniu kimchi będzie się długowiecznym. To się jeszcze okaże.  Na razie robię sobie kiszoną kapustę na ostro, a z niej różne zwykłe dania: zupę, fuczki, czasem jem ją jako dodatek do drugiego dania.

Nie szukam przepisów o azjatyckich nazwach nie do powtórzenia, bo to nie moje smaki. Wolę sobie kimchi zaadaptować po swojemu, bo moim zdaniem w kuchni chodzi o zabawę, a nie o trzymanie się sztywno reguł. Reguły z reguły są nudne i nie ma co się nimi katować we własnym domu. Także róbcie kimchi i eksperymentujcie.
Podobno skóra Koreańczyków wonieje kimchi, ponieważ spożywają ją (kapustę) w ilościach hurtowych. Dla Europejczyków może to być nieznośne. Koleżanka, która zawodowo często latała do Korei Południowej, opowiedziała mi kiedyś o swoich traumatycznych przeżyciach z zapachem kimchi w samolocie. Lot z Europy do Korei trwa długo i na te niedogodności można się przygotować. Gorzej, gdy z europejskiej linii przesiadasz się do koreańskiej. Wchodzisz do samolotu, a tam obezwładnia cię tak mocny zapach kimchi, że nie jesteś w stanie zapanować nad mdłościami. Koreańczycy tego w ogóle nie czują.
Moja najlepsza przyjaciółka z podstawówki była Koreanką. Jej tato był pastorem i nauczał wiernych w małym podbrukselskim miasteczku. Mama zaś gotowała przepyszne rzeczy według tradycyjnych, koreańskich przepisów. Moja przyjaciółka uwielbiała kimchi, więc zajadałam się tą kapustą razem z nią nie zastanawiając się nad tym, co jemy. Kwaśne i ostre smakowało i to wystarczyło. Potem po latach zastanawiałam się co to były za koreańskie przetwory, ale nie znałam ich nazwy. Aż do czasu, kiedy spróbowałam w dorosłym wieku kimchi. To był smak znany z kuchni pani Mun. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że kimchi można przygotować bez większych trudności w domu. Teraz to wiem i robię je sama, choć nie jestem szczególnie ortodoksyjna, bo korzystam z przepisu, który znalazłam chyba w jakiejś angielskojęzycznej gazecie. W dodatku koreańską pastę z ostrej papryki gochujang zastępuję włoską peperoncino lub meksykańskimi płatkami chili. Kulinarna globalizacja zagościła u mnie, ponieważ nie chce mi się jechać na drugi koniec Wrocławia do "Kuchni Świata" po oryginalną pastę. Moje kimchi mimo to jest smaczne.

Kimchi dla leniwych
1 duża kapusta pekińska
2 i 1/2 litra wody
10 gramów soli
1 mała marchewka
1/2 kalarepki (gdy nie mam nie daję)
1/4 cebuli
2 ząbki czosnku
3 cm korzenia świeżego imbiru
1/3 szklanki mąki ryżowej
2 garście szczypiorku
3 łyżeczki cukru
3 łyżki sosu rybnego lub sojowego
3 łyżeczki ostrej papryki
3 łyżeczki słodkiej papryki
1 łyżeczka płatków chili

Do dużego garnka wlewam wodę i sól. Mieszam aż się rozpuści. Siekam raczej grubo kapustę pekińską. Wrzucam do garnka ze słoną wodą i odstawiam na godzinę. Obieram marchewkę i kalarepkę, ścieram je na tarce o grubych oczkach. Szczypior siekam, drobno kroję cebulę, czosnek przepuszczam przez praskę, obrany imbir ścieram na tarce. W rondelku rozrabiam mąkę ryżową z cukrem i 3/4 szklanki wody, lekko podgrzewam. Kiedy pasta ryżowa przestygnie dodaję przyprawy, sos sojowy lub rybny, a potem marchewkę, kalarepkę, cebulę, czosnek, imbir i posiekany szczypiorek. Namoczoną kapustę odcedzam na durszlaku i odciskam dokładnie. Dodaję warzywa z pastą ryżową i przyprawami. Całość mieszam dokładnie rękami, przekładam do plastikowego pojemnika i odstawiam na 2-3 dni do ukiszenia. Gotowe kimchi przekładam do słoików i przechowuję w lodówce.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty